Depresja poporodowa

Gdy nasze dziecko przychodzi na świat, rzeczywistość – dotąd poukładana i przewidywalna – zmienia się diametralnie. Jesteśmy od tej pory odpowiedzialni nie tylko za swoje życie, ale i życie nowo narodzonego. Dla wielu matek jego wychowanie to po prostu kolejne, choć najczęściej i największe życiowe wyzwanie, któremu jak najlepiej chcą sprostać. Niekiedy jednak zbyt duże do udźwignięcia, przynajmniej na początku.

Po porodzie zmienia się nie tylko to, co było do tej pory znane, a więc: dotychczasowe relacje partnerskie, schemat dnia, w który była wpisana praca i związane z domem obowiązki, liczne spotkania ze znajomymi i sposoby na spędzanie wolnego czasu połączone z realizacją hobby. Przede wszystkim zmienia się sama matka. Jej organizm w czasie minionych dziewięciu miesięcy przygotowywał się na moment narodzin: często znacznie przybrała na wadze, nie bacząc na pochłaniane kalorie, które miały umożliwić dziecku osiągnięcie właściwych gabarytów i nabycie siły na dalsze miesiące życia, znosiła różne niedogodności, dźwigając ciężar, który stawał się coraz większy i prawie całkiem zapomniała o sobie, wertując poradniki o zdrowiu maleństwa i przygotowując stosowną wyprawkę. Przy tym musiała być doskonale zorganizowana, aby ze wszystkim zdążyć na czas, przechodzić serię mało komfortowych badań (bo trzeba), znosić kaprysy ciała, które nie jeden raz odmawiało jej posłuszeństwa. A na końcu doświadczyła porodu, który nie tylko sprawił jej ogromny ból, ale i – być może – stał się przyczyną traumatycznego przeżycia na resztę życia. Po tym wszystkim dziecko ma stać się nagrodą za ponoszone przez kolejne miesiące wyrzeczenia i cierpienie. A to bywa trudne.  Próbując wytłumaczyć to zjawisko, chętnie sięgamy po terminy medyczne. Mówimy wówczas o depresji lub nawet psychozie poporodowej, które w skrajnych przypadkach wymagają interwencji lekarskiej i hospitalizacji.

Te skrajne przypadki niejednokrotnie pokazują, że emocje, których doświadczają młode matki, mogą być także bardzo nieprzyjemne i zaburzone, co wywołuje  ogromne poczucie wstydu i porażki.  Dotychczas wpajano im, że wraz z narodzinami samoistnie pojawi się u nich wielkie uczucie i rozbudzi instynkt macierzyński, a chwile spędzone z dzieckiem okażą się czymś, co skutecznie wynagrodzi największe trudy. Tymczasem, oprócz biologii, bardzo istotna okazuje się psychika, doświadczenia, historia, które również determinują to, jak funkcjonujemy na co dzień oraz jak przeżywamy macierzyństwo. I niejednokrotnie bywa tak, że młoda matka zaczyna się zadręczać myślą, że nie kocha wystarczająco swojego dziecka, że sobie nie poradzi i że – w związku z tym -z całą pewnością coś z nią jest nie tak. Przy tym często nie ma pojęcia, że inne kobiety podobnie przechodzą początki macierzyństwa i że można jednocześnie odczuwać złość, irytację i zmęczenie oraz miłość. W rzeczywistości bowiem macierzyństwo jest właśnie taką kombinacją wielu czynników, mieszanką wielu uczuć, nauką i adaptacją, zdolnością do przystawania się i akceptacją zmian. I ważne jest, aby, przynajmniej na początku, nie oczekiwać od siebie zbyt wiele i wymagać, by zalewała nas fala jedynie pozytywnych uczuć.

Tym bardziej, że na podstawie wielu badań, jakie przeprowadzono wśród świeżo upieczonych mam, okazuje się, że niemal 74% z nich doświadcza zaburzeń około porodowych, a później ma duże trudności z adaptacją do nowej życiowej sytuacji. Podkreśla się także, że o ile u  rodzącej instynkt macierzyński występuje zawsze, gdyż jest samoistnie wyzwalany przez wyrzut oksytocyny podczas porodu, nie jest on tożsamy z pojawieniem się uczucia miłości, które zwykle przychodzi dużo później. Zdarza się także, że instynkt macierzyński może być blokowany przez działanie innych niż oksytocyna hormonów. Może to nastąpić, gdy w okresie około porodowym kobieta doświadczy silnego stresu lub lęku. Adrenalina i inne hormony związane ze stresem przytłumiają wtedy działanie oksytocyny i powodują, że instynkt, który nakazuje matce opiekować się potomstwem, zostaje zdominowany przez inne uczucia. Z taką sytuacją mamy często do czynienia np. u bardzo młodych kobiet, przerażonych nową rolą, często doświadczających braku wsparcia i akceptacji ze strony bliskich. Bardzo ważne jest przy tym nasze nastawienie wraz z momentem poczęcia, a więc czy dziecko było planowane czy też stanowi dzieło tzw. przypadku. Dziecko, którego się oczekuje od samego początku, z pewnością wzbudza wiele pozytywnych uczuć, a matka nie tylko łatwiej będzie znosić wszelkie niedogodności związane z ciążą, ale i będzie mogła dobrze przygotować się na jego przyjście. Depresja poporodowa najczęściej dotyka jednak matki, które dziecka nie planowały i jego poczęcie jest dla niej, jeśli nie po prostu szokiem, to na pewno wywołuje wiele niepewności, lęku i przykrości. Warto w takiej sytuacji mimo wszystko myśleć pozytywnie, a jeśli to niemożliwe, skorzystać z pomocy doświadczonego terapeuty, który da uczucie wsparcia i rozwieje większość niepotrzebnych obaw. Dzięki temu sytuacja, która często wydaje się sytuacją bez wyjścia, może nabrać innego kolorytu, a negatywne nastawienie przyszłej matki – zmienić się. Okazuje się bowiem, że to właśnie w czasie kolejnych miesięcy poprzedzających rozwiązanie rodzi się więź z dzieckiem, a problemy, które ma przyszła mama powinny być jeszcze na tym etapie rozstrzygnięte, tak aby w nową sytuację wejść z mniejszym bagażem przykrych doświadczeń. Warto o tym pamiętać, odwiedzając gabinet specjalisty, który co prawda raczej nie zajmie się naszym ciałem, ale otoczy należytą opieką naszą nadwątloną psychikę. Pozwoli to zapewne wejść w nową sytuację (już po porodzie) z większym optymizmem i zapasem sił, które normalnie niepotrzebnie wydatkujemy tocząc walkę z nagromadzonym stresem. Warto także zadbać o to, aby po porodzie był przy nas, przynajmniej przez najbliższy miesiąc ktoś bliski, kto nam pomoże: partner, mama, przyjaciółka, siostra mogą bardzo pomóc w chwilach, kiedy nasze ciało jest jeszcze obolałe, a my z trudem powracamy do dawnej sprawności. Trzeba także pamiętać, że o ile ich cenne rady odnośnie wychowywania  i opieki nad dzieckiem nie zawsze są zgodne z naszymi przekonaniami, to na pewno warto ich spokojnie wysłuchać i wybrać z nich coś dla siebie, co podpowiada nam nasza matczyna intuicja. Pamiętajmy przy tym, że – na dobrą sprawę – całą wiedzę na temat tego, jak poradzić sobie po urodzeniu dziecka, mamy daną przez tzw. naturę i, tym samym, instynktowne wyczuwanie potrzeb naszego dziecka. Jednak stres, zdenerwowanie, rozpacz, a niekiedy ból powodują, że gdzieś to matczyne wyczucie gubimy i całkiem niepotrzebnie zamartwiamy się o przyszłość. Na pewno w cięższych chwilach pomoże dobry plan dnia, wyjście poza utarte schematy działania, jakiś spontaniczny spacer, pilnowanie (krok po kroku) szeregu formalności, które nagromadziły się w czasie naszej fizycznej, a często i psychicznej niedyspozycji. To daje poczucie bezpieczeństwa, które akurat teraz jest nam najbardziej potrzebne. Z całą pewnością nie należy także zapominać o sobie i swoich potrzebach. Zadbanie o siebie i swój wygląd mogą być co prawda dosyć trudne w początkach macierzyństwa, ale …dajmy sobie czas. Trzeba w tym chaosie, który nagle pojawił się wokół nas odnaleźć niezbędny spokój i chwile dla siebie. Znałam matkę, która wychodząc z dzieckiem do parku, sama bujała się na huśtawce przez pół godziny, podczas gdy dziecko zajęte było zabawą w piaskownicy. Pamiętajmy, że my też mamy w sobie wewnętrzne dziecko, którym trzeba się zaopiekować. I tak, jak nie warto katować swojego ciała drakońską dietą, tak i naszą psychikę należy otoczyć po urodzeniu dziecka właściwą opieką i troską, nie dodając sobie niepotrzebnych zmartwień. Tym bardziej, że zdrowa miłość i zaufanie do samego siebie, z pewnością zaprocentuje w postaci szacunku, oddania i zaufania naszych bliskich i osób z nami związanych. Jeśli zapomnimy o sobie w nawale spraw i pojawiających się obowiązków, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nastawienie do nas innych będzie podobne. Na koniec jeszcze jedna uwaga: nasze dziecko przede wszystkim potrzebuje od nas żywego uczucia i zaangażowania, a nie zmienionej z zegarkiem w ręku pieluchy. Może więc bardziej zainteresujmy się tym, co czujemy i co możemy mu dać w formie uczucia, aniżeli czy nasze postępowanie jest zgodne z żelaznymi zasadami i schematami, w które często sami siebie wpędzamy, odbierając sobie całą przyjemność z bycia mamą przez duże M.

Dodaj komentarz