Fobia społeczna – o unikaniu sytuacji społecznych

O fobii społecznej wiemy niewiele. Zapewne mamy jednak w swoim otoczeniu osoby bardzo nieśmiałe, ciche, nie podejmujące wyzwań, może trochę wycofane…i nawet nie podejrzewamy, że jest to, być może, coś więcej aniżeli tylko manifestowana nieporadność życiowa.

Osoby przejawiające fobię społeczną o swoich problemach mówią bowiem bardzo rzadko. W istocie ich dusza i ciało stanowią pole nieustannej walki między prawdziwymi pragnieniami, a tym, co decydują się okazać ,,na zewnątrz” w środowisku społecznym, które – w ich mniemaniu- oczekuje powszechnie akceptowanych zachowań. Towarzyszący temu dysonansowi lęk, najczęściej posiadający podłoże nerwicowe, stanowi ogromne obciążenie zarówno w codziennych kontaktach z ludźmi, jak i w zwykłych z pozoru sytuacjach społecznych, takich jak chociażby załatwianie formalności w urzędach, wizyta w banku czy robienie zakupów.

W socjofobii lęk ten jest uporczywy, najczęściej zupełnie lub częściowo nieadekwatny do określonej sytuacji.  Związany z obawą przed nienormalnym zachowaniem się wśród ludzi, ośmieszeniem lub kompromitacją, wywołuje w odczuwającym go człowieku uczucie pogłębiającej się frustracji, zwątpienie we własne możliwości i nierzadko ogromne cierpienie. Osoba chora (bowiem możemy tu mówić o czymś więcej niż tylko o chwilowej ,,niedyspozycji”) stopniowo coraz bardziej zaczyna zamykać się w swoim własnym świecie, rezygnuje z wielu codziennych aktywności, często wybiera życie w samotności. A te zewnętrzne” warunki potęgują dodatkowo jej stan, choć dają jej jednocześnie złudne poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście tylko do chwili, kiedy musi podjąć się jakiegoś zadania albo odnaleźć się w nowej sytuacji społecznej, jak chociażby nowe lub dotychczasowe środowisko pracy. Wtedy najczęściej znów zaczyna się jej dramat. Jej wewnętrzne, przykre przeżycia, które stara się usilnie ukryć przed otoczeniem (co zresztą często jej się udaje) okupione są zwykle narastającym stanem napięcia. Bo co się stanie, gdy inni odkryją, jaki/jaka jestem naprawdę?! Co gorsza, ciało w takim stanie zaczyna również odmawiać posłuszeństwa. Pojawiają się tiki nerwowe, nadmierna potliwość, drżenie rąk, a niekiedy całego ciała, nudności, biegunka, parcie na pęcherz, przyspieszone bicie serca lub arytmia, zaburzenia mowy, ślinotok czy stupor. A to często prowadzi, jeśli nie do paniki, to przynajmniej do ucieczki, czy to w swój własny świat, czy w najbardziej odległy kąt. Kolejna porażka na polu towarzyskim przeżywana jest jako poważna katastrofa, która skutecznie potrafi odebrać chęci na robienie czegokolwiek…lub nawet do życia.

Mimo to, osoba dotknięta socjofobią, skłonna jest poszukiwać pomocy u najprzeróżniejszej maści specjalistów, doszukując się w tych psychosomatycznych przejawach jej choroby raczej złego funkcjonowania poszczególnych narządów, aniżeli skorzystać z porady psychologa czy psychiatry. Toteż często bywa tak, że, gdy zgłasza się wreszcie do tego ostatniego, jej stan jest na tyle poważny, iż należy sięgnąć przede wszystkim po środki farmakologiczne, zwykle obniżające dotkliwe uczucie lęku i przeciw depresyjne. Nieco później niezbędne okazuje się zazwyczaj włączenie regularnej psychoterapii, prowadzącej do większego kontaktu ze swoimi uczuciami i emocjami oraz wglądu w zaistniałą sytuację. Przestępując próg gabinetu psychoterapeutycznego, warto zapewne pamiętać o dwu rzeczach:  że powrót do zdrowia na każdym etapie schorzenia jest możliwy, a diagnoza lekarska to nie wyrok, ale znaczący krok na drodze ku uzdrowieniu lub przynajmniej złagodzeniu objawów, przez które osoba z lękiem społecznym nie może pełniej, świadomiej i łatwiej żyć.

Dodaj komentarz