O tym, czy psychoterapia jest skuteczna?

Tym razem zacznę od dowcipów…

Spotyka się dwóch psychologów klinicznych i witają sie:
– Czesć!
– Czesć! Co u mnie??!
albo taki….

Dzień dobry. Tu gorąca linia psychiatryczna. Jeśli twój problem to impulsywność, przywal w klawisz z numerem 1. Jeśli masz kompleks niższości, niech ktoś lepszy wybierze za ciebie klawisz 2. Jeżeli masz rozdwojenie jaźni, wciśnij klawisze 3 i 4 jednocześnie. Jeżeli cierpisz na manię prześladowczą, naciśnij 5, ale skąd wiesz co się wtedy stanie? Gdy twój problem to schizofrenia, głosy same ci podpowiedzą, który klawisz należy przycisnąć. Jeśli zaś cierpisz na psychozę maniakalno – depresyjna to i tak nikt z tobą nie będzie gadał. W pozostałych przypadkach zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału.

Roześmiałeś się ? To dobrze. Istnieje także terapia poprzez śmiech:). Naprawdę.

Terapia śmiechem to nie wytwór wyobraźni ani ostatnich kilku lat. Wprowadzono ją w życie już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. O jego dobroczynnym wpływie na ludzką psychikę i ciało nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać, tyle że współcześnie istnieje szereg technik pozwalających na sztuczne wywołanie śmiechu i jego ekspresję w celu usprawnienia procesów myślowych, pamięci, rozluźnienia, ,,wyrzucenia” złych emocji.

No właśnie. Dziś istnieje naprawdę niewiele procesów, zachodzących w ludzkiej psychice, które nie zostałyby zdiagnozowane i opisane przez psychologów czy psychiatrów. Można także zaobserwować, że coraz więcej pojawia się pojęć, terminów czy sposobów oddziaływania w obszarze ludzkich przeżyć i emocji. Z jednej strony – to dobrze. Ta wiedza bowiem niejednokrotnie służy przecież dobru człowieka, zrozumieniu go, a przez to rozumienie – pozwala odkrywać przez nim to, czego sam nie potrafi pojąć czy przyjąć. Ponadto w dużej mierze wiedza ta staje się ogólnie dostępna: nie brakuje jej ani w magazynach stricte psychologicznych, ani w książkach, pojawia się w codziennej prasie, a nawet na łamach kolorowych poradników i kobiecych czasopism. A to powoduje, że człowiek w swojej codziennej gonitwie, coraz częściej zatrzymuje się i zaczyna zastanawiać nad sobą i swoimi pragnieniami. I, chcąc nie chcąc, sam dla siebie często staje się terapeutą i najlepszym przyjacielem. Co jednak zrobić, gdy to nie wystarcza? Do kogo zwrócić się o pomoc, gdy człowiek ma zbyt wiele negatywnych emocji i doświadczeń, których nie może dźwignąć ani on sam, ani jego najbliższe otoczenie? Jak to często bywa, gabinet psychoterapeutyczny czy przychodnia psychiatryczna to dla większości z nas jakaś ostateczność. Dlaczego? Powodów jest co najmniej tyle, ilu jest pacjentów. Zagubienie, niewiedza, obawa przed porażką czy ośmieszeniem, lęk przed usłyszeniem niewygodnej diagnozy, neurotyczna duma…to zaledwie niektóre. Niejednokrotnie obawiamy się także, że terapia nam po prostu nie pomoże, a my możemy stać się co najwyżej statystycznie określonym, kolejnym przypadkiem. Tymczasem nic bardziej mylnego. Współczesna terapia dostosowana jest bowiem w najwyższym stopniu do indywidualnych potrzeb pacjenta. W praktyce oznacza to, że relacja między terapeutą a pacjentem ma przede wszystkim wymiar interpersonalny i emocjonalny. W trakcie kolejnych sesji, które mogą przedłużać się na lata, rodzi  się troska, szacunek i przywiązanie. Dlatego elementem kluczowym, aby właśnie te wartości mogły zaistnieć, jest budowanie zaufania, współodczuwanie połączone z niezbędnym dla problemu dystansem, zgodność między terapeutą a klientem co do celów terapeutycznych i zadań. Zaangażowana i pozytywna postawa terapeuty, z której płynie jak najlepsze wykorzystanie warsztatu, technik i doświadczenia psychologicznego, musi zawsze iść w parze z otwartością i gotowością klienta do wprowadzania zmian oraz udźwignięcia ich konsekwencji poza ścianami gabinetu. Bez spełnienia tych warunków, ich wzajemne kontakty nie przyniosłyby prawdopodobnie zamierzonego efektu.

Niesienie pomocy w znaczeniu terapeutycznym polega przede wszystkim na odkrywaniu zasobów i podnoszenia wartości u osoby borykającej się z rożnego rodzaju problemami, wzbudzenie u niej motywacji do działania oraz ukazanie możliwych rozwiązań trudnej sytuacji. Inspirowanie i towarzyszenie pacjentowi podczas wprowadzania niezbędnych zmian, jest także cenną nauką dla samego terapeuty, jeśli chodzi o kształtowanie jego postawy: pełnej cierpliwości, akceptacji i tolerancji dla odmienności, empatii i głębszego rozumienia procesów, które zachodzą w ludzkiej psychice.

Pamiętajmy, że psychoterapia to nie psychoedukacja,  gdzie udziela się rzeczowych informacji i podaje gotowe rozwiązania. Jednym z najważniejszych elementów psychoterapii jest bowiem otwarty dialog, który muszą podjąć dwie strony uczestniczące w spotkaniu. Niemniej ważne jest to, aby osobowości pacjenta i terapeuty w jakimś stopniu ze sobą współgrały. W praktyce nie oznacza to jednak poszukiwania i zmiany coraz to innego psychologa czy psychiatry. Osoba, podejmująca terapię niejednokrotnie jest dopiero na początku nowej drogi, którą chce wspólnie pokonywać z zaufaną i kompetentną osobą, ale musi jednocześnie nauczyć się przyjmowania odmiennego punktu widzenia, pewnej dalekowzroczności, jeśli chodzi o następstwa wprowadzanych zmian, dostrzegania trudu, jaki podejmuje nie tylko ona sama, ale i terapeuta. Podobnie jak w każdej bliskiej relacji, tak i związek terapeuty i pacjenta może na początku pozostawiać wiele do życzenia, napotykać różnego rodzaju trudności podczas kolejnych faz, wzbudzać wiele emocji, które nie zawsze będą pozytywne. Ważne jest, aby się jednak tym nie zrażać. To, że trafiliśmy akurat na tę a nie inną osobę może dawać do myślenia, że oto dwie osoby muszą coś wspólnie przepracować, a nierzadko skonfrontować dwie różne postawy czy sposoby myślenia, nim wypracują wspólny konsensus i konstruktywne rozwiązanie problemu. Warto zwrócić uwagę, że owa dynamika pozwala osiągnąć o wiele lepsze rezultaty niż przyjmowanie postawy biernej, uległej i przytakującej.

Oczywiście terapeuta nie ma monopolu na mądrość, ale powinien z pewnością być osobą inteligentną i elastyczną, aby o przysłowiowy krok wyprzedzać swojego rozmówcę – to bardzo ułatwia postępowanie naprzód procesu uzdrawiania. Niezbędna jest tu także pewna refleksyjność obu stron, która pozwala wejrzeć głębiej w siebie i swoje potrzeby. Uważne wysłuchanie pacjenta, rozpoznanie jego deficytów i zasobów, a także postawienie, być może niewygodnej z pozoru, diagnozy, może uruchomić lawinę przemyśleń nie tylko na temat własnej kondycji, ale i tego, w jaki sposób byliśmy dotąd postrzegani przez otoczenie i dlaczego, być może, zostaliśmy osamotnieni w walce z naszymi problemami.

Mając na uwadze, że terapia nie zawsze na początku jest przyjemna, a nasze zmagania to nie tylko efekt miłej pogawędki, może łatwiej będzie nam zrozumieć, że terapia to przede wszystkim nasza ciężka praca nad najtrudniejszymi aspektami naszej osobowości, powolne odkrywanie i uleczanie tego, co boli, przepracowanie tego i zbudowanie nowych, adaptacyjnych form zachowania i reagowania. I pamiętajmy, że z pomocą SKUTECZNEGO terapeuty, żadna diagnoza nie jest nigdy wyrokiem, a jedynie (a może aż) nieustannym wzrastaniem w tym, co dla nas najlepsze.

 

 

 

 

Dodaj komentarz