Starzenie się – doświadczenie późnej dojrzałości

,,Odpowiedz mi, czym dla Ciebie jest starość,

a powiem Ci, kim jesteś.”

de Focault

 

Mówiąc o starości w sensie biologicznym, mamy na myśli zazwyczaj jedno skojarzenie: przewagę umierania nad powstawaniem. Wiąże się to przede wszystkim z nieodwracalnymi zmianami w komórkach ośrodkowego układu nerwowego, zaburzeniami funkcji poznawczych, stopniową utratą pamięci i kojarzenia, problemami z koncentracją. Zmysły tracą swoją ostrość i wyrazistość: wzrok, słuch, smak są słabsze. Człowiek staje się chwiejny emocjonalnie, bardziej wrażliwy i łatwiej go wytrącić z równowagi. Spada aktywność, ponieważ energii jest coraz mniej, a naznaczone wiekiem ciało raz po raz odmawia posłuszeństwa.

Mając jednak na uwadze, że człowiek to o wiele więcej, niż tylko zbiór komórek, może warto zastanowić się głębiej nad psychiką starzejącego się człowieka i jego życiową kondycją oraz problemami.

Starzenie się możemy rozumieć dwojako: jako postępujący proces od momentu narodzenia aż po śmierć (ale myślenie takie bywa raczej domeną filozofii egzystencjalnej aniżeli psychologii) lub  uzasadnionym wiekiem określeniem następstwa późnej dojrzałości. Z całą pewnością możemy jednak powiedzieć, że przez całe życie dorastamy do różnych ról, następnie odnajdujemy w nich spełnienie, po to by w końcowej fazie życia stopniowo rezygnować z ich pełnienia. Chyba najbardziej znaczącym momentem wyznaczającym u człowieka czas widocznego starzenia jest moment przejścia na emeryturę. Jeszcze do niedawna moment ten wiązał się także z definitywnym zakończeniem życia zawodowego, jednak coraz częściej spotykamy się z sytuacją, że po zakończeniu kariery o określonym profilu, emeryt podejmuje
się nowego zajęcia. Nierzadko po to, by wspomagać finansowo swoje dzieci i wnuki. Tradycyjnie rozumiana dotąd rola babci czy dziadka odchodzi  z tego względu do przeszłości, aktywność zawodowa pozwala bowiem na inne spojrzenie na emerytowaną osobę, tj. jako tę, dla której nie istnieje bariera fizycznych dolegliwości czy brak aktywności, spowodowany chęcią zaznania wygody. Niewątpliwie podłożem takiego stanu rzeczy jest m.in. ogromny postęp medycyny i korzystanie z różnego rodzaju suplementów i leków, które nie tylko sprawiają, że człowiek ma o wiele więcej siły i energii, ale i życie jego jest dłuższe i bogatsze. Dłuższe życie to na ogół więcej wyzwań i doświadczeń, które jeszcze pojawiają się przed nami. Dlatego emerytura nie musi wcale oznaczać stagnacji, niedołężnienia czy apatii. A w każdym razie pozostaje to kwestią pewnego wyboru.

Oczywiście, i emeryci posiadają swoje zmartwienia. Należą do nich na pewno coraz częściej pojawiające się myśli o możliwości popadnięcia w chorobę i samotność; jest to przeważnie lęk przed sytuacją, kiedy zdrowie odmówi im posłuszeństwa, a w pobliżu nie będzie nikogo bliskiego, kto otoczyłby ich należytą opieką. Zaczyna im także towarzyszyć obawa przez śmiercią, co ma swoje uzasadnienie, gdyż są już zwykle daleko za półmetkiem życia i dokonują pewnych podsumowań swoich osiągnięć i porażek, wad i zalet życia, które dotąd wiedli. Pozytywny bilans pozwala nie tylko uwierzyć w siebie, ale i starzeć się z godnością i spokojem. Na pewno warto dalej dbać o siebie, i to nie tylko w kwestii porzucania zbędnych kilogramów czy doboru właściwego kremu przeciwzmarszczkowego, ale i o sferę naszych potrzeb, które z każdym kolejnym rokiem zaczynają się bardzo zmieniać. Przede wszystkim, pośród codziennych zajęć, których co prawda jest mniej, ale ich wykonywanie pochłania coraz więcej czasu, trzeba znaleźć czas dla siebie. Pozwalać sobie na odpoczynek, pielęgnowanie hobby, spacer, spotkania z przyjaciółmi, których niestety robi się wokół coraz mniej…lub delektowanie się spokojem w samotności. Coraz bardziej zaczynamy bowiem potrzebować ciszy, pośród której bardziej słyszymy siebie i głębiej rozumiemy świat.

Dla wielu przejście na emeryturę może okazać się swego rodzaju początkiem nowego, lecz nie gorszego etapu. Rozsądne wspieranie bliskich osób i pomaganie im w ich codzienności w wyważonej formie może (i powinno!) iść w parze z ciekawością świata i poznawaniem nowych rzeczy, dojrzałym podchodzeniem do problemów, większym docenianiem uroków każdego dnia i korzystaniem z życia na tyle, na ile jest to jeszcze możliwe.

Brzmi to może czasami trochę za bardzo optymistycznie? Być może. Nie każda osoba jest bowiem gotowa na ,,przyjęcie” starości. Są przecież osoby, które akurat w tym czasie przechodzą menopauzę, a burza hormonów i związane z tym gorsze samopoczucie, nie pozwalają im spać ani cieszyć się z tego, co posiadają. Niekiedy wsparcie psychologa, a nawet wspomaganie się lekami okazuje się niezbędne, gdy wszystko inne zawodzi.

Trzeba pamiętać, że – niezależnie od wieku, w jakim jesteśmy – istotne jest przyjęcie właściwej perspektywy w patrzeniu na świat. Wiąże się to przede wszystkim z osiągnięciem stanu, w którym pogoda ducha pozwoli przezwyciężyć zarówno własne lęki, uprzedzenia, stereotypy i …złość. Niejednokrotnie możemy mieć przecież pretensje do losu, że nasza starość jest trudna i brzydka, ale takiego myślenia nie warto zaniedbywać: należy w zamian odszukać taki rodzaj aktywności czy sposób myślenia, który wyrwie nas z matni złych myśli. I to niezależnie od tego, jaki to będzie sposób…Oczywiście nie wolno nam przy tym, choćby z racji naszego wieku, ranić, w sposób nachalny pouczać ani upokarzać innych. Pilnujmy granic, szanujmy i traktujmy innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Bo teraz wreszcie mamy na to czas. Aby zająć się swoją nadwątloną psychiką i nierzadko pogodzić z niełatwym losem, którego doświadczyliśmy. Nikt z nas nie ma też patentu na mądrość: jeśli ktoś wie wszystko i na wszystko zna odpowiedź, zazwyczaj mało rozumie z życia. Także wypracowanie pokory w sferze duchowości może okazać się na tym etapie niezwykle ważne. I wcale nie musi oznaczać to sztywnego podporządkowywania się dogmatom, zbytniej pobożności czy życia w niezgodzie z tym, jaki/-a naprawdę jestem. Musimy mieć świadomość, że na swoją starość (czy też jak to woli :,,późną dojrzałość”) pracowaliśmy całe swoje dotychczasowe życie i nie ma najmniejszego sensu na siłę zmieniać swoich przyzwyczajeń czy przekonań. Chyba, że rzeczywiście uświadomiliśmy sobie, że była to zła droga. Lecz nawet nabycie takiego przekonania nie powinno ujmować nam godności. Graliśmy bowiem swoją rolę najlepiej, jak umieliśmy, dobrze jest zrozumieć, że inaczej po prostu nie mogło być.

I jeszcze jedno: naszym towarzyszem na starość często staje się zazdrość: o urodę, o pieniądze, o miłość, o młodość…Tylko że my kiedyś już to wszystko dostaliśmy; a mimo to mamy nadal swoje przysłowiowe ,,pięć minut”. Aby zagrać jeszcze ostatnią z naszych ról: ważny epilog z pogodnym ,,happy endem” w tle.

Dodaj komentarz