Zrozumieć świat współczesnego nastolatka.

Nastoletni syn mojej koleżanki, pisząc w oknie przeglądarki hasło ,,(..)ktury dorzył(…)” popełnił dokładnie te dwa błędy ortograficzne. Na moje pytanie, dlaczego popełnia takie gafy, odparł, że wie, jak pisać poprawnie, ale nie chce mu się wciskać altu 🙂

Ta ,, kruciutka” historia, jak myślę,  bardzo dobrze oddaje kondycję i nawyki współczesnych nastoletnich. Godziny spędzane na grach i buszowaniu w internecie, bierność i brak autorytetów wyglądają tu na najistotniejsze. Towarzyszy im znudzenie i jednocześnie przeciążenie technologicznym przepychem, internetowymi nowinkami i gadżetami, które czynią z nich ,,pokolenie iPhona”. Można powiedzieć: same problemy. A jednak dzieci współczesności nie aż tak bardzo różnią się od pokolenia choćby lat 70 – tych czy 80-ych ubiegłego wieku, czyli od swoich rodziców. Choć na pewno odbiegają od nich szybszym wejściem w dojrzałość (także seksualną), większą odwagą i brawurą aż do nie liczenia się z kimkolwiek i czymkolwiek, tupetem, który niejednokrotnie przyprawia o zawrót głowy.

Wiadomo, że każde pokolenie ma swoje przyjemności, zabawy i zainteresowania jemu tylko właściwe. Także i obecne je posiada. Ale nam, rodzicom, wydaje się to prawie niemożliwe. Obserwujemy ze zgrozą, jak marnują swój czas siedząc przy komputerze, nierzadko zamieniając dzień z nocą, jak wagarują, albo w ogóle rezygnują ze szkoły, wreszcie, jak tracą kontakt z rówieśnikami, spędzając nawet całe lata w czterech ścianach swojego pokoju… Cokolwiek by nie powiedzieć, są to sprawy rzeczywiście bardzo trudne. I, bardzo często, nawet mimo dobrego kontaktu z własnym dzieckiem jeszcze przed okresem dojrzewania, widzimy, jak stopniowo zaczynamy je tracić nie tylko z naszych objęć, ale i życia. Ale czy możemy temu zapobiec?

Przede wszystkim warto przypomnieć sobie czasy, kiedy sami byliśmy w wieku naszych dzieci. W konkretnych sytuacjach z codziennego życia  poszukajmy samych siebie, przywołajmy w pamięci, co czuliśmy, czego pragnęliśmy, co nami kierowało? I zapytajmy o to nasze dziecko. Bo, być może ono odczuwa ten świat podobnie. A nawet jeśli nie – może warto zadać sobie trochę trudu i zastanowić się, co dla niego jest najważniejsze w życiu, jakie są jego marzenia, plany, radości i smutki?

Mimo to większość rodziców skłonna jest raczej krytykować aniżeli słuchać. Tymczasem jest to umiejętność niezwykle ważna w procesie wychowywania. Gdy tylko stworzymy dziecku odpowiednią przestrzeń, by przemówiło swoim własnym głosem, możemy być naprawdę zdziwieni, jak nad wiek dojrzałe bywają jego poglądy i myślenie. Problemem jest jednak zazwyczaj to, w jaki sposób ją zbudować.

Czy tego chcemy, czy nie, i dlatego, że kochamy swoje dzieci, to one – a nie my, wyznaczają zazwyczaj granice i kierunek, w jakim podąża nasze rodzinne życie. To one tworzą klimat i sytuacje, w których potrafimy się odnaleźć bądź nie. W tym przypadku nasza elastyczność bywa zbawienna w skutkach, choć czasami możemy zwyczajnie nie nadążać za ich tokiem myślenia. Cenną wskazówką dla rodziców wychowujących dorastające dziecko może być potwierdzony naukowo fakt, iż jego zachowanie w okresie dojrzewania przypomina czasami chorobę afektywną dwubiegunową: wybuchy śmiechu i dobrego humoru mogą błyskawicznie przechodzić w stan niemal depresyjny, z płaczem i agresją włącznie. Winę za taki stan rzeczy ponoszą zarówno szalejące hormony, jak i ogromna wrażliwość ( czy wręcz nadwrażliwość) nastolatka. Dlatego też nie powinniśmy się przerażać jego często nieadekwatnymi do sytuacji zachowaniami czy reakcjami. I, mimo wszystko, starać się zachować spokój, gdy sytuacja tego wymaga.

Równowaga i mądre stawianie granic  –  te dwa aspekty wychowywania winny nam towarzyszyć w naszych codziennych zmaganiach i w odpowiedzi na zmieniające się samopoczucie i pomysły naszych dzieci. Trzeba pamiętać także, że granice te stopniowo musimy przesuwać, tak aby dać dziecku odczucie, że nie tylko dajemy mu coraz więcej wolności, ale również, że szanujemy inne jego potrzeby. Na pewno nie warto przy tym całkowicie rezygnować z zachowania kontroli i panowania nad zmieniającą się sytuacją w rodzinie. Dobrze jest chociażby skorzystać z programów do ochrony dzieci w sieci czy wyznaczenie limitu korzystania z komputera. Ale – przede wszystkim- nie tracić poczucia bliskośći, z którego wyrasta mądre kierowanie jego rozwojem i zainteresowaniami. Rodzic, który nie traci więzi z własnym dzieckiem niejednokrotnie bardzo szybko zauważy niepokojącą zmianę w jego zachowaniu czy myśleniu. Pozwala to często zapobiegać  w porę działaniom o charakterze destrukcyjnym, takim jak sięganie po narkotyki czy dopalacze, palenie papierosów, uzależnienie od gier czy próbowanie alkoholu. Prawdopodobnie nasze dziecko i tak wszystkiego tego będzie chciało spróbować, jednak rozmowa, pokładane w nim zaufanie, pomoc w organizowaniu jego czasu wolnego czy znajomość i rozwijanie jego pasji, mogą okazać się pomocne w zapobieganiu popadnięcia w nałogi czy niepożądane nawyki. Na pewno duże znaczenie odgrywają w tym przypadku działania o charakterze profilaktycznym. I nie powinniśmy zdawać się tu jedynie na pomoc szkoły, która często jest organizatorem tego rodzaju zajęć i opieki. Uczmy nasze dzieci asertywności i budujmy jego pewność siebie – wtedy, być może, łatwiej mu będzie odmówić skorzystania i próbowania, tego, co mu absolutnie nie służy.

Wszystko to składa się na dość niekonwencjonalne metody wychowywania. I takiego też podejścia, jak się wydaje, wymaga młode pokolenie. Jest to tym bardziej ważne, ponieważ ta nowa generacja, jak żadna wcześniej, nie dba o pozory i szybko zrozumie każdą fałszywą nutę. Można chyba powiedzieć, że, o ile, wyzwaniami poprzednich pokoleń była wojna, a potem głęboki komunizm, tak dla nas – współcześnie żyjących rodziców – wyzwaniem są nasze dzieci. Może dlatego nader często związane z nimi problemy wydają się nam czymś nie do rozwiązania albo przynajmniej bardzo trudne.

Z całą pewnością nie powstrzymamy już lawiny technologicznych zmian i ogromnego przyspieszenia jeśli chodzi rytm życia. Tymczasem nasze dzieci zdają się temu zaprzeczać, robiąc wszystko powoli i z namysłem. Nawet współczesna, zdawałoby się istna epidemia autyzmu, wiele mówi o tym, jaką postawę winniśmy przyjąć wobec nich. Jest to postawa pełna uwagi, zainteresowania i dialogu. Aby wydobyć nasze dzieci ze skorupy, którą często się otaczają, nie wystarczy być konsekwentnym i cierpliwym. Trzeba nie tylko je pokochać, ale także znaleźć zadowolenie w codziennym z nimi przebywaniu. Wówczas to, co nazywało się żmudną pracą i niemałym wysiłkiem z naszej strony zamienimy na radość z współtworzenia z nimi tego, co nadchodzi w niedalekiej przyszłości.

Dodaj komentarz