OFERTA

Trening zastępowania agresji dla dzieci, młodzieży
​i dorosłych, 10 indywidualnych spotkań, certyfikowany trener

TRENING ZASTĘPOWANIA AGRESJI

Na czym polega TZA?

Trening zastępowania agresji jest metodą poznawczo behawioralną opracowaną w latach 80’ opartą na przeprowadzonych badaniach nad agresją. Jest to metoda korygowania zachowań niosących znamiona agresji, kontrolowania własnej impulsywności, nauki stosowania innych sposobów zachowania.

Trening składa się z 10 sesji podzielonych na 4 obszary:

  • modelowanie – nabywanie umiejętności, w których uczestnicy mają deficyty,
  • granie ról – trenowanie adekwatnych zachowań społecznych,
  • modelowanie informacji zwrotnych do konkretnych zachowań,
  • trenowanie przeniesienia – motywowanie do stosowania nauczonych zachowań,
  • trenowanie umiejętności w życiu codziennym.

Cel główny terapii:

  • psychoedukacja na temat złości, agresji – mechanizmów jej powstania,
  • nabycie umiejętności prospołecznych, kontrolowanie agresji i złości.

Cele szczegółowe:

  • redukcja zachowań agresywnych,
  • nauka konstruktywnych sposób zastępowania zachowań agresywnych,
  • identyfikacja swoich stanów emocjonalnych,
  • nauka umiejętności samokontroli,
  • opanowanie nieagresywnej sztuki komunikacji,
  • umiejętność prowadzenia prawidłowych relacji

Dla kogo?

Trening zastępowania agresji jest propozycją dla tych, którzy chcą poradzić sobie z dominującym uczuciem agresji i złości. Napięcie rozładowywane jest w niekontrolowany i nieakceptowalny społecznie sposób. Prowadzi to do problemów interpersonalnych, wyrzutów sumienia, a także poczucia bezsilności.

Jeżeli masz problem z okiełznaniem agresji, to zapraszamy na trening zastępowania agresji prowadzony w formie dziesięciu 90 minutowych spotkań z certyfikowanym trenerem. Na treningu nauczysz się rozpoznawać zwiastuny agresji, zrozumieć przyczyny Twojej złości i zdobędziesz narzędzia do walki z niekontrolowaną agresją.

Trening oparty jest na teorii społecznego uczenia się oraz technikach poznawczo- behawioralnych, a więc korzysta z zasad modelowania, pozytywnych wzmocnień, analizy poznawczej i umiejętności wprowadzania pożądanych zmian w zachowaniu.

FAQ

Współczesny Piotruś Pan jako odwet za feminizm, czyli jacy są dzisiejsi mężczyźni?

Jacy są współcześni mężczyźni? Przede wszystkim – niedojrzali. Jest to jednak raczej poza, aniżeli faktyczny brak cech takich jak: odpowiedzialność, powaga, zdecydowanie, opiekuńczość.

Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci kobiety wypracowały sobie dominującą rolę niemal we wszystkich sferach i widać doskonale łączą obowiązki dobrych matek z powinnościami i przebojowością współczesnych business woman. Wszystko to ma jednak swoją cenę. Zdominowani Panowie, oddając ,,palmę pierwszeństwa” płci pięknej, najwyraźniej postanowili wziąć odwet za pełnienie przez nie ról, które niemal od zawsze piastowali mężczyźni. Manifestują to przeważnie poprzez swoją ,,wyuczoną” bezradność, wycofanie, obojętność, unikanie życiowych wyzwań, takich jak chociażby założenie rodziny czy wspinanie się po szczeblach jasno wytyczonej kariery. Jesteś taka cudowna, to sama sobie radź.. Nie będę Twoim żołnierzykiem… I kobiety sobie radzą. Te, które mają dość czekania na odpowiedniego partnera, zachodzą w ciążę z anonimowym dawcą z banku spermy, lub z kimś przypadkowo poznanym na imprezie.

Mężczyźni, zepchnięci trochę na ,,boczny tor” przypatrują się z zaciekawieniem poczynaniom kobiet, zastanawiając się, jaka przyjąć strategię obrony. Z jednej strony próbują reagować emocjonalnie, nieomal histerycznie, podnosząc glos i w sposób agresywny dochodząc swoich wielowiekowych praw. Bo agresja, to czasem jedyna reakcja na bezsilność mężczyzny, jedyna, bo innej, konstruktywnej, nikt ich nie nauczył. Bo przecież mężczyzna nie okazuje słabości, nie płacze, nie mówi o swoich potrzebach, nie oznajmia światu jestem taki urobiony – mam dość. Inni mężczyźni – odwrotnie – całkowicie podporządkowują się poczynaniom i woli partnerek, rezygnując całkowicie z podejmowania inicjatywy. Tymczasem kobietom ani jedna, ani druga postawa nie odpowiada, wobec tego narzekają, obrażają się i nad wyraz samodzielnie próbują zebrać tak rodzinne, jak i zawodowe życie w jedną całość. Jednak mężczyźni cały ten czas pozostają obecni w ich życiu. Bez nich przecież nie mogłyby stać się ani matkami, ani kontynuować własnego rozwoju i kariery zawodowej poprzez to, że powierzają im rolę opiekuna własnych dzieci.

Tylko, czy mężczyznom taka rola odpowiada? I tak, i nie. Chwilowo się na nią zgadzają, rezygnując z własnych ambicji, planów, nadziei, a czasem i marzeń. Ale gdzieś w międzyczasie zdołali wywalczyć sobie urlop tacierzyński i ojcowski, zdecydowanie wyższe pensje i wygodniejsze życie. Słowem – urządzili się w tej kobiecej rzeczywistości na nowo. I trzeba przyznać, że wychodzi im to coraz lepiej.

Początkową frustrację zastąpili działaniem na rzecz własnych korzyści. Kobiety chcą dominować?  Zatem my, mężczyźni, będziemy bierni, wycofani, bezradni dopóki paniom się to nie znudzi i nie zechcą , być może, przywrócić ,,starego porządku”. Tymczasem w równym, jak kobiety, stopniu korzystają z gabinetów psychoterapeutycznych i punktów odnowy biologicznej. Najwyraźniej postanowili zadbać o swój wizerunek i nadwątloną psychikę, skoro nie mogą inaczej.

Niezależnie jednak od wiodących trendów współczesności dobrze byłoby, aby kobiety zatrzymały się na chwilę i przypatrzyły się poczynaniom panów. I, aby doceniły pozytywy tej, bądź co bądź, nowej sytuacji, zamiast ciągle się denerwować na płeć przeciwną. Bo czasem rezygnacja z ciągłej nadkontroli, niezależności (niekiedy aż do granic absurdu), dominacji na rzecz pogłębiania więzi, spolegliwości, zachowania spokoju w trudnych sytuacjach może przynieść zaskakujące dla obu stron efekty. W gruncie rzeczy o wiele więcej mamy bowiem ze sobą wspólnego, niż tego, co nas dzieli. I warto wypracować wspólny consensus, iść na kompromisy, odpuścić sobie walkę, która bywa wyniszczająca dla obu stron. A wszystko to po to, aby obie strony widziały w sobie przyjaciół, a nie – wrogów. Mamy przecież wspólne cele, i choć droga do ich realizacji jest czasem różnie przez obie strony rozumiana, to jednak najważniejsze okazują się : stworzenie rodziny –  opartej na poczuciu bezpieczeństwa, przyjaźni, miłości, realizacja swoich pasji, jakiekolwiek by one nie były, rozwój i potrzeba akceptacji oraz docenienia, tak na gruncie zawodowym, jak i w innych społecznych relacjach.

Dzisiejszy mężczyzna czyta dzieciom bajki na dobranoc, lepi makaron z ciastoliny, siedzi na palcu zabaw, chodzi z dziećmi na zajęcia dodatkowe. A gdzie piwo i kumple w barze? Dzisiejszy mężczyzna rzadko ma czas na spotkanie się z kumplami ( o ile ich w ogóle ma),
w ustronnym miejscu gdzie mógł beztrosko spędzić czas, pożalić się na swój los tym, co go zrozumieją. Teraz, jeżeli ma wychodne, to partnerka wprasza się na męskie spotkania, albo wypisuje na Messengerze – czas wracać, już siedzisz godzinę. Jedyne miejsce, gdzie mężczyzna może odreagować to boisko, ale tam poza fizycznym zmęczeniem nie ma miejsca na odreagowanie emocjonalne. A tłumione emocje wracają z podwojoną siłą. I mężczyzna nawet nie wie kiedy i dlaczego wybucha… Ma wyrzuty sumienia, poczucie porażki i w głowie kłębi się pytanie; dlaczego jestem taki wulgarny, dlaczego uderzyłem…

Mężczyźni przez wieki opiekowali się nami, utrzymywali nas, wspierali w najtrudniejszych chwilach, kobiety zapragnęły jednak sięgnąć także po swoje zawodowe marzenia. Ich życiowe aspiracje niejednego mężczyznę przyprawiają o przysłowiowy zawrót głowy, jednak zazdrość o pasje żony bywa niezwykle niszcząca i prowadzi do niepotrzebnych potyczek. Tego jednak nie zmienimy z dnia na dzień. Ale być może, po okresie buntu, kobiety przejdą do fazy akceptacji, łagodniejąc zarówno w swoich wymaganiach wobec mężczyzn, jak i widząc w nich już nie – przeciwnika, z którym należy walczyć, a równego sobie partnera, z którym podejmowanie otwartego dialogu, stanie się codzienną przyjemnością.

Agresja wśród dorosłych staje się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. Obecnie ok. 70% pacjentów zgłaszających się do różnego rodzaju placówek terapeutycznych to osoby, które nie radzą sobie z emocjami, a przede wszystkim ze złością, i przejawiają takie zachowania, które często powodują ich stopniowe wykluczanie ze społecznego życia. Oczywiście, winą za taki stan rzeczy można obarczać system społecznych norm i wartości, który obecnie pozostaje w dużej sprzeczności z postmodernistyczną tendencją do pielęgnowania tego, co indywidualne i niepowtarzalne. Potrzebą każdego niemal człowieka jest akceptacja i szacunek ze strony otoczenia, a współcześnie dostaje ich coraz mniej, co musi rodzić frustrację. Polityka, nauka, praca również dostarczają na co dzień tak wiele negatywnych bodźców, że na pewno trudno wobec nich pozostać obojętnym lub spokojnym. Jednak warto uświadomić sobie, że bezpieczna przestrzeń możliwa jest do osiągnięcia w każdej chwili, ponieważ stanowi podstawę życia wewnętrznego człowieka, do której zawsze powinien się on odwoływać w trudnych sytuacjach.

Skupmy się jednak na agresji.

Na pewno nikt z nas nie lubi uczucia złości. Pojawia się często nagle, w sposób gwałtowny, nieproszona. Narusza granice naszej wytrzymałości na frustrację, poniżenie, upokorzenie i wstyd. Zalewa nas fala gorąca, często nieadekwatny do doznanej krzywdy gniew, bezsilność. I, niestety, najczęściej reagujemy agresją, czy to słowną, czy to fizyczną. Okazuje się, że zwykłe sposoby radzenia sobie ze zlością, a nawet często stosowane preparaty na uspokojenie, zawodzą i stajemy w obliczu przykrej prawdy, że oto nasze hamulce puściły, a my jesteśmy źli, gwałtowni, niecierpliwi i pełni nienawiści. I choć nasze zachowanie być może już po chwili powróci do tzw. normy, pozostaje w nas poczucie przeżytej katastrofy.

Na pewno warto wiedzieć, że wybuch gniewu możemy w porę powstrzymać. Chyba że jest on odczuwany zbyt często, zbyt silnie, za długo i nieadekwatnie do sytuacji, ma charakter toksyczny i działa destruktywnie – wówczas powinniśmy skorzystać z porady dobrego psychologa bądź psychiatry lub wziąć udział w specjalnie dedykowanym treningu zastępowania agresji. Tego rodzaju złość stanowić może bowiem podłoże poważniejszych zaburzeń psychicznych, na rozwój których nie mamy bezpośredniego wpływu. Wykluczenie określonej przypadłości o charakterze organicznym, somatycznym bądź psychicznym, stawia nas w sytuacji, kiedy musimy jakoś rozwiązać problem z naszą nadpobudliwością i bezsilnością.

A zatem, gdy zawodzą skomplikowane techniki relaksacyjne, ćwiczenia oddechowe, medytacja czy środki farmakologiczne, stosowane na co dzień, trzeba spróbować czegoś innego. Przede wszystkim powinniśmy skontaktować się z naszymi uczuciami. Być może – prowadzić nawet tzw. dziennik uczuć, w którym dzień po dniu opisujemy nasze uczucia i emocje oraz określamy to, co je wywołuje. Może być to nawet forma pamiętnika, którego nigdy nikt nie zobaczy, prócz nas, a może obraz namalowany w pasji i ukazujący kolorystykę naszych przeżyć, czy jakaś inna rzecz trwała, oddająca jak najlepiej, co czuliśmy w danym momencie. Jest rzeczą naprawdę zadziwiającą, jak wybitne dzieła wychodzą spod ręki nawet zwykłego śmiertelnika, gdy stają się efektem emocjonalnej burzy…

Oprócz technik należących do sfery arteterapii, dobrze jest poświęcić czas na intensywny wysiłek fizyczny (np. generalne sprzątnie) i sport – pomagają one bowiem pozbyć się negatywnego napięcia emocjonalnego i nabrać dystansu do sytuacji. W momentach, gdy czujemy, że ani jedno, ani drugie nam nie pomaga, warto w chwili napadu złości po prostu wyjść z domu, odbyć długi spacer, szybkim marszem przebyć dłuższy odcinek drogi, zadzwonić do przyjaciela, pójść po zakup jakiegoś drobiazgu, który poprawi humor. W każdym razie – złośćmy się bez okazywania agresji, obrażania czy ubliżania drugiemu człowiekowi. Tak, abyśmy później, żałując wypowiedzianych słów czy dokonanych pod jej wpływem czynów, nie popadali w drugą skrajność, jaką jest przesadna uległość i pobłażanie innym – jako efekt wynagradzania krzywd.

Pomocną rzeczą przy atakach złości mogą być także pewne sygnały ostrzegawcze, informujące nas, że coś jest nie tak. Zanim wpadniemy w furię, może warto na chwilę pobyć w samotności i zastanowić się, co mnie rani, dlaczego czuję się źle? Nazwanie przykrych uczuć, płynące ze zrozumienia sytuacji, w jakiej czuliśmy się niekomfortowo, przynosi zazwyczaj uczucie ogromnej ulgi, a napięcie powoli opada. Sprawą niezwykle ważną w takich chwilach jest to, abyśmy nie potępiali siebie za przeżywane negatywne uczucia, ponieważ one także informują nas często o czymś istotnym, np. istniejącym zakłamaniu, ludzkiej nieszczerości czy pogwałceniu naszych granic.

Wreszcie, zrozumienie mechanizmów złości pozwala też inaczej spojrzeć na złość innych, dostrzec,  że najczęściej kryją się za nią zranione uczucia, zawód, strach, poczucie krzywdy, utrata bezpieczeństwa itd. Pamiętając, że nic nie uczy człowieka bardziej i nie rodzi takiej empatii, jak własne, najgłębsze doświadczenia (choćby i te negatywne), może lepiej będziemy radzić sobie z cudzą i własną agresją, a z czasem, być może, nauczymy się w porę się w nią nie angażować.

ZESPÓŁ EMPATIA TZA