O postrzeganiu nas przez innych
Człowiek nie może istnieć bez wspólnoty. Mówił już o tym Arystoteles i Platon, a w kolejnych latach wielu myślicieli skupiało się właśnie na tym aspekcie ludzkiego życia. Żyć we wspólnocie znaczy identyfikować się z nią, respektować jej zasady, zdobywać jej aprobatę, postępując w zgodny z ustalonymi normami sposób. Poprzez identyfikację z określoną grupą społeczną zachodzi zmiana w nas samych. Mamy poczucie, że nie jesteśmy pozostawieni samym sobie, a otoczenie, które nas akceptuje i , być może, podziwia umacnia naszą tożsamość. Co jednak w przypadku, gdy zbyt mocno potrzebujemy aprobaty i potwierdzania siebie poprzez grupę/ społeczność? Postępowanie takie cechuje na ogół osoby o dużym stopniu lęku, depresyjne, znerwicowane, ale nie tylko. W przypadku wspomnianych zaburzeń ,,ja” konstytuuje się na podstawie tego, co jest spełnieniem oczekiwań otoczenia. Inna sprawa, że osoby z takimi dolegliwościami bardzo dobrze znają psychikę innych ludzi, a właściwie psychikę będącą wytworem ich projekcji. Tyle, że to nie uczucie empatii nimi kieruje, a strach przed popełnieniem jakiegoś błędu, ośmieszeniem, utratą więzi z grupą, wreszcie – osamotnieniem.
W czasie procesu socjalizacji, jeszcze gdy byliśmy dziećmi, wpajano nam zasady współżycia społecznego, a poprzez system nagród i kar były one od nas egzekwowane. I być może otrzymywaliśmy najwięcej pozytywnego wzmocnienia, gdy te zasady i normy realizowaliśmy jak najlepiej. Jeśli nie – stosowano wobec nas kary, które pamiętaliśmy długo, być może jeszcze do dziś.
Takie ,,warunkowanie” sprawiło, że nie byliśmy w stanie pomyśleć siebie bez szerszej perspektywy, w której odpowiadaliśmy nie tylko za siebie samych, ale i za drugiego człowieka. I być może nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, że już w dorosłym życiu, robimy to w sposób nawykowy i bezrefleksyjny. Na ważne pytanie: co pomyślą sobie o nas inni, odpowiadamy zawsze niemalże odgadując życzenia otoczenia a propos naszej osoby. I w zgodzie z tym działamy, przypominając trochę z zewnątrz – sterowaną marionetkę. Tym samym jesteśmy dość przewidywalni, ale z uporem chronimy to głęboko zinternacjonalizowane ,,społeczne ja”, ponieważ odkąd tylko pamiętamy, stanowiło ono dla nas źródło sporej gratyfikacji.
Czasem taka właśnie forma patrzenia na rzeczywistość i samego siebie jest wręcz patologiczna. Na przykład w przypadku fobii społecznej sądzimy, że mimo naszych największych starań i wyrzeczeń, aprobata grupy jest niewielka, bo po prostu na nią … nie zasługujemy. Zaniżone poczucie własnej wartości oraz stale towarzyszący tym osobom lęk o to, jak wypadną w oczach innych, na pewno nie ułatwia im codziennego życia, a czasem przynosi nawet poczucie totalnej katastrofy. Wystarczy jakiś gest, spojrzenie, mimochodem rzucone zdanie czy opinia, które mogą nie tylko wpędzić je w prawdziwe kompleksy, ale i poważnie zdezorganizować życie. Tym czasem nasze mniemanie o sobie i to, jak sami siebie postrzegamy rzutuje w znacznym stopniu na wyobrażenia społeczne o nas. Dlatego u osób lękowych, widzących przede wszystkim negatywne strony interakcji, obraz ich osoby w grupie bywa niczym samospełniająca się przepowiednia. Choć nie zawsze tak musi być. Nawet najmniej narcystyczne osobowości zastanawiają się przecież, jak widzą je inni. Czy jesteśmy atrakcyjni, inteligentni, godni zaufania, czy też brzydcy, śmieszni i głupi. Do końca nigdy tego nie wiemy, ale mamy możliwość na to wpłynąć. Należy przy tym pamiętać, że sposób, w jaki postrzegamy siebie, przeważnie różni się od tego, jak widzą nas inni ludzie. Nasze postrzeganie jest subiektywne. Jest ono powiązane z osobistym wewnętrznym obrazem siebie i świata, a także z opinią innych osób i czynnikami kulturowymi.
Te elementy podlegają zresztą dynamicznym zmianom w trakcie naszego życia. Jedno pozostaje niezmienne: nasze spotkania z innymi, podczas których narażeni jesteśmy na krytykę. I nie powinniśmy jej unikać.
Brak otwarcia na krytykę innych zamyka bowiem przed nami niepowtarzalną możliwość, aby dowiedzieć się i nauczyć czegoś nowego o sobie samych. Ludzie z wysokim poczuciem lęku, niepewni swojej wartości, zagubieni i obawiający się konfrontacji z opinią innych osób na swój temat przeważnie doskonale wiedzą, jak mają się zachować, by uniknąć bezpośredniej krytyki innych.
Może i Ty jesteś szefem, który jest wrogi wobec krytyki innych? Lub uczniem, który cierpi katusze, z powodu złej oceny? A może dorosłym, który nie rozwija się, bezkrytycznie przyjmując opinię własnej matki za swoją? Tak czy inaczej, ludzie z Tobą związani nie będą zwracać Ci uwagi, znając twoje podejście. Co więcej – taka postawa może zachęcić innych do okłamywania Cię, ponieważ inni będą obawiali się zranić twoje uczucia.
Istnieją różne metody terapeutyczne, które działają na nas niczym zimny prysznic, ponieważ każą nam skoczyć na głęboka wodę. Stopniowe otwieranie się na krytykę i nie unikanie sytuacji pod tym względem dla nas stresujących może być wyzwaniem, które warto podjąć, aby nie żyć dłużej w ułudzie. Tym bardziej, że, aby móc nad sobą pracować, musimy poznać także nasze słabe strony, przekłamania na swój temat, wady. Nie przyjmujmy jednak opinii innych w sposób całkowicie bezkrytyczny. W każdej sytuacji mamy prawo do chronienia swojego wrażliwego ,,ja” i badanie własnych granic, które pozwolimy bądź nie – innym przekraczać. Gdy spróbujemy się na to otworzyć, być może nie tylko poznamy siebie lepiej, ale i nasze relacje z innymi ludźmi będą zdrowsze. Warto zrozumieć, że także trudne doświadczenia, których zapewne nie uda nam się uniknąć w życiu, decydują o naszym nieustannym wzrastaniu, a w to wpisane jest także przeglądanie się społecznym zwierciadle.