Współuzależnienie może przejawiać się niemal w każdej sferze życia, a to sprawia że jest ono pojęciem wieloaspektowym i trudnym do jednoznacznego zdefiniowania. Najczęściej jednak mówimy o współuzależnieniu w odniesieniu do zażywania przez bliską osobę substancji psychoaktywnych, co powoduje trwałe i często nieodwracalne zmiany w funkcjonowaniu całej rodziny w taki sposób, że staje się ona dysfunkcyjna.

Dla potrzeb niniejszego artykułu pozwolę sobie zawęzić to pojęcie do problemu nadużywania przez bliską osobę alkoholu, choćby z tego względu, że jest on statystycznie problemem najpowszechniejszym.

Już na początku trzeba podkreślić, że zaistnienie współuzależnienia nie było by możliwe, gdyby przynajmniej w jakimś stopniu nie zależało nam na osobie chorej. Niestety z czasem więź łącząca poszczególnych członków rodziny (oparta na miłości, partnerstwie, zaufaniu) ulega wypaczeniu, a z czasem nawet zupełnie zanika, ustępując miejsca mechanizmom, które służą jedynie obronie czy też poszukiwaniu bezpieczeństwa.

Współuzależnienie nie pojawia się nagle i posiada swoista dynamikę, stąd możemy obserwować  poszczególne stadia tego procesu. Początkowo rodzina zdaje się nie dostrzegać istnienia problemu, a jej poszczególni członkowie (żona , mąż, dzieci) zaprzeczają oczywistym faktom wskazującym na destrukcyjne zachowania i chronią osobę uzależnioną przed konsekwencjami zażywania przez nią substancji psychoaktywnej. Na tym etapie zwykle nikt nie myśli o poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy. Z czasem, gdy problem staje się czymś nie do ukrycia, a konflikty i awantury wewnątrz rodziny stają się czyms na porządku dziennym , rodzina chroni swój zewnętrzny wizerunek, coraz bardziej wycofując się z dotychczasowych kontaktów i organizując swoje życie tak, aby nie spotkać się ze społecznym ostracyzmem.

Potem następuje zwykle faza chaosu. Bliscy osoby pijącej na tym etapie często wątpią w to, że mogą coś zmienić w swoim życiu i bezwolnie poddają się biegowi wydarzeń.  Tak zaczyna się oczekiwanie na cud. Osobiście znam wiele kobiet, które rezygnowały z ciągłej nadkontroli  współmalżonka na poczet  takiego ,,magicznego myślenia”. Faza ta może przerodzić się w stan chroniczny i trwać naprawdę wiele lat. A przynajmniej dopóty, dopóki osoba współuzależniona nie zrozumie, że co prawda, nie może wyzwolić partnera z nałogu, ale może (i powinna) zadbać o swój własny komfort i bezpieczeństwo. Impuls dla takiego spojrzenia na związek z alkoholikiem przychodzi na ogół z zewnątrz, nawet niepostrzeżenie, torując drogę nowemu myśleniu. Wtedy osoba uzależniona na ogół zaczyna podejmować pierwsze próby leczenia,, Jeżeli [jednak] alkoholik pije nadal, rodzina przeprowadza ostateczną reorganizację , ale już bez niego. Następuje  nowy podział obowiązków i ról.”

To, co jest najbardziej charakterystyczne dla współuzależnienia na każdym etapie to całkowite skupienie się na osobie uzależnionej i jej problemach. A także milion sposobów wpłynięcia na zachowania alkoholika i przeciwdziałanie destrukcji, jaką niesie ze sobą jego picie. Wszystkie inne problemy odsuwane są na bok, tak, że niemal niemożliwe wydaje się wychowywanie dzieci w takiej rodzinie. ,,Niewidzialne dziecko” , ,,dziecko – bohater” lub ,,dziecko – maskotka” stanowią zaledwie wybrane formy przystosowania się najmłodszych członków rodziny do patologicznych warunków, w jakich przyszło im żyć.  Funkcjonowanie w ciągłym stresie i obawie, co jeszcze złego może się wydarzyć wpływa także na funkcjonowanie dorosłych w chorobliwy sposób. Gwałtowne i niekontrolowane zmiany nastroju, nałogowe zachowania (jak zakupoholizm), brak zaufania do kogokolwiek, podejrzliwość, paniczny lęk przed jakimikolwiek zmianami, anoreksja lub – przeciwnie – obżarstwo, stany depresyjne z myślami samobójczymi czy inne powikłania psychosomatyczne są następstwem przeżywania ogromnego cierpienia i braku poczucia bezpieczeństwa, a przy tym stanowią barometr znacznie zaniżonego poczucia własnej wartości. U wielu osób rozwinąć się może także nadmierna zależność emocjonalna od aprobaty czy uczucia ze strony innych osób lub też przejawianie nadmiernej troski i chęci niesienia pomocy innym wynikające z kompulsywności. W ten sposób osoba współuzależniona może stać się osobowością neurotyczną, przejawiającą zaburzenia nerwicowe, głównie na tle adaptacyjnym.

Mimo że problem współuzależnienia jest bardzo złożony, znanych jest mi wiele przypadków, w których udało się uniknąć popadnięcia w pułapkę koalkoholizmu. Co jednak należy robić, aby nie pomagać w piciu?

Odpowiedź na to pytanie nie jest tak oczywista, jak by można sądzić. Zazwyczaj potrzebne okazuje się przede wszystkim zdobycie odpowiedniej wiedzy na temat samego mechanizmu uzależnienia. Można ją zdobyć na spotkaniach grup Al.-Anon czy na otwartych spotkaniach AA. Tam też, być może po raz pierwszy, zrozumiemy, że alkoholizm jest chorobą i nie wynika ze złośliwości osoby uzależnionej. I przestaniemy się wstydzić mówić otwarcie o naszych problemach. Na pewno warto wiedzieć, że nie ma sensu podejmować jakiejkolwiek rozmowy, wymuszać obietnic nie do spełnienia, uciekać się do szantażu czy kłócić się z osobą będącą pod wpływem alkoholu. Robienie wyrzutów czy traktowanie alkoholika niczym małe dziecko ma również wątpliwy sens, ponieważ osoba pijąca znajdzie tysiące sposobów, aby uśpić nasze wątpliwości, a jeśli jej uwierzymy, możemy doprowadzić do tego, że dojdzie do (skądinąd słusznego) przekonania, że potrafi nas ,,przechytrzyć.” Niepożądane jest także przejawianie stałej nadkontroli, dotyczącej zarówno wiedzy na temat ilości wypitego przez osobę uzależniona alkoholu, szukania jej kryjówek czy chowania i wylewania alkoholu. Nie szukajmy osoby pijącej na melinach, nie złorzeczmy i nade wszystko nie wyręczajmy wszędzie tam, gdzie mogłaby poradzić sobie sama. Dajmy przeżyć jej życie tak, jak tego chce, wraz ze wszystkimi możliwymi dla niej konsekwencjami.

Trzeba także pamiętać o tym, że na każdym etapie ,,zaleczenie” jej choroby jest możliwe, jednak nie należy oczekiwać natychmiastowego i spektakularnego  efektu, gdyż – tak jak w każdej przewlekłej chorobie – okres leczenia i rekonwalescencji może być długi, a nawroty  choroby są możliwe. I –jeśli nas jeszcze na to stać – wesprzyjmy jego świadome działania na rzecz powrotu do zdrowia, dobrym słowem i podaniem ręki, kiedy naprawdę będzie tego potrzebować. Ale przede wszystkim zacznijmy od wsparcia profesjonalisty, który być może sprawi, że droga ta będzie dla nas krótsza i łatwiejsza do pokonania.