Czy z socjofobią można żyć?
O problemie socjofobii (czyli inaczej fobii społecznej) mówi się coraz częściej, co sprawia że wiedza społeczeństwa na temat tej , przykrej ,,przypadłości” , jak się obecnie szacuje, kilku tysięcy Polaków, osiągnęła niemal taki sam poziom jak wiedza o depresji czy uzależnieniach, np. od alkoholu. Mimo to u osoby dotkniętej ,,lękiem społecznym” na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać, że charakterystyczne objawy to nie przejaw zwykłej nieśmiałości czy nieporadności, a poważnego problemu, jaki osoba ta przejawia na gruncie kontaktów społecznych. Fobia społeczna jest zaburzeniem lękowym o podłożu nerwicowym, i podobnie, jak ma to miejsce w innych zaburzeniach psychicznych, pojawia się z reguły jeszcze w okresie dojrzewania. Cechą najbardziej charakterystyczną dla socjofobii jest uporczywy, najczęściej zupełnie lub częściowo nieadekwatny do określonej sytuacji, lęk związany z obawą przed nienormalnym zachowaniem się wśród ludzi, ośmieszeniem lub kompromitacją, oraz związane z tym ogromne cierpienie…
Czy z fobią społeczną można żyć? Oczywiście, ale przy towarzyszącym niezwykle dużym obciążeniu zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Osoba doświadczająca fobii społecznej jest nie tylko katalizatorem stresujących sytuacji odbywających się w dużej mierze tylko na poziomie jej psychiki, ale i jednocześnie polem na którym odbywa się nieustanna walka między wyobrażeniem, jak powinna się zachować w określonej sytuacji, bo tego w jej mniemaniu oczekuje otoczenie społeczne, a tym czego sama pragnie w danej chwili. Jeśli dołączyć do tego rodzący się na podstawie tego dysonansu lęk, u różnych osób bardziej lub mniej nasilony, mamy do czynienia z położeniem nie tylko pełnym wewnętrznego dyskomfortu, ale i z wynikającą z tego bezpośrednio nieumiejętnością funkcjonowania w sytuacjach czy wyzwaniach, które przeciętny śmiertelnik skłonny jest uznawać za błahe. Należy jednak sobie przy tym uświadamiać, że fobia społeczna to nie przejaw zwykłej nieśmiałości czy chwilowego wycofania. Tendencja ta ma bowiem charakter narastający, a nie sprawdzanie się (często tylko w subiektywnym odczuciu jednostki) w kolejnych sytuacjach społecznych czy inaczej nie sprostanie określonej, narzuconej przez otoczenie roli społecznej, potęguje z czasem te wrażenia na tyle, że określony człowiek czuje się po prostu zwykłym nieudacznikiem, zaniża swoją wartość we własnych oczach i, niestety, często rezygnuje z dalszych kontaktów z ludźmi, na ile jest to tylko możliwe. Ma to często, wielokrotnie niezrozumiałe dla jego otoczenia, bolesne konsekwencje: począwszy od unikania oficjalnych spotkań aż po utratę kontaktów nawet z najbliższym otoczeniem czy zamknięcie się w przysłowiowych czterech ścianach i rezygnację z pracy. Problemem może być bowiem nie tylko wykonanie czy odebranie zwykłego telefonu, spontaniczna rozmowa czy spotkanie np. z potencjalnym pracodawcą lub, co gorsza, np. jakieś publiczne wystąpienie, ale kłopotliwe może się stać się także nawet załatwianie zwykłych codziennych spraw, jak np. wizyty w banku, zakupów w sklepie czy załatwienie sprawy w urzędzie. Osoba z socjofobią wstydzi się bowiem (czy wręcz panicznie obawia się) się pisać, rozmawiać czy też prezentować jakiekolwiek swoje umiejętności w otoczeniu, zwłaszcza obcych osób, ponieważ czuje na sobie sobie szczególnie skoncentrowaną uwagę innych osób i boi się nie tylko ich otwartej krytyki czy niskiej oceny, ale i nawet nieprzyjaznego spojrzenia. Toteż najczęściej, przy towarzyszącym tego rodzaju sytuacjom lęku, nasilają się jednocześnie psychosomatyczne objawy socjofobii, takie jak: drżenie rąk, a niekiedy całego ciała, nadmierna potliwość, nudności, biegunka, parcie na pęcherz, przyspieszone bicie serca lub arytmia, zaburzenia mowy, ślinotok czy stupor. Osoba, której często, jeśli nie na co dzień, towarzyszą takie objawy, skłonna jest poszukiwać pomocy u najprzeróżniejszych specjalistów, dopatrując się przyczyny swoich dolegliwości raczej w złej pracy poszczególnych narządów, niż – tak jak należałoby- w psychice. Toteż skierowanie swoich kroków do gabinetu psychoterapeuty czy psychiatry bywa dla osoby dotkniętej fobią społeczną najczęściej dziełem przypadku, a niekiedy jakąś ostatecznością, gdy wspomniane objawy nasilą się aż do napadu panicznego lęku. Nastawienie, jak się okazuje, takie jest zupełnie niepotrzebne, ponieważ właściwie zdiagnozowanie problemu przez specjalistę pozwala na rozpoczęcie terapii, na początku często także farmakologicznej, która w dużej mierze nie tylko będzie w stanie załagodzić lub nawet zlikwidować dokuczliwe objawy, ale pozwoli takiej osobie pełniej, świadomiej i łatwiej żyć. I rzecz, wydawałoby się najważniejsza: pamiętajmy, że nawet psychiatryczna diagnoza nie oznacza WYROKU: psychoterapia powołana jest do tego, aby zaleczyć bądź nawet uzdrowić to, co dla pacjenta najbardziej bolesne, a przez to przywrócić go ludziom, którzy – często jeszcze w toku terapii – z przebiegłego i surowego cenzora jego zachowań, stają się jeśli nawet nie przyjacielem, to na pewno równym partnerem w codziennych kontaktach.