Złość, agresja, przemoc u dorosłych – jak sobie z nimi radzić?
Agresja wśród dorosłych staje się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. Obecnie ok. 70% pacjentów zgłaszających się do różnego rodzaju placówek terapeutycznych to osoby, które nie radzą sobie z emocjami, a przede wszystkim ze złością, i przejawiają takie zachowania, które często powodują ich stopniowe wykluczanie ze społecznego życia. Oczywiście, winą za taki stan rzeczy można obarczać system społecznych norm i wartości, który obecnie pozostaje w dużej sprzeczności z postmodernistyczną tendencją do pielęgnowania tego, co indywidualne i niepowtarzalne. Potrzebą każdego niemal człowieka jest akceptacja i szacunek ze strony otoczenia, a współcześnie dostaje ich coraz mniej, co musi rodzić frustrację. Polityka, nauka, praca również dostarczają na co dzień tak wiele negatywnych bodźców, że na pewno trudno wobec nich pozostać obojętnym lub spokojnym. Jednak warto uświadomić sobie, że bezpieczna przestrzeń możliwa jest do osiągnięcia w każdej chwili, ponieważ stanowi podstawę życia wewnętrznego człowieka, do której zawsze powinien się on odwoływać w trudnych sytuacjach.
Skupmy się jednak na agresji.
Na pewno nikt z nas nie lubi uczucia złości. Pojawia się często nagle, w sposób gwałtowny, nieproszona. Narusza granice naszej wytrzymałości na frustrację, poniżenie, upokorzenie i wstyd. Zalewa nas fala gorąca, często nieadekwatny do doznanej krzywdy gniew, bezsilność. I, niestety, najczęściej reagujemy agresją, czy to słowną, czy to fizyczną. Okazuje się, że zwykłe sposoby radzenia sobie ze zlością, a nawet często stosowane preparaty na uspokojenie, zawodzą i stajemy w obliczu przykrej prawdy, że oto nasze hamulce puściły, a my jesteśmy źli, gwałtowni, niecierpliwi i pełni nienawiści. I choć nasze zachowanie być może już po chwili powróci do tzw. normy, pozostaje w nas poczucie przeżytej katastrofy.
Na pewno warto wiedzieć, że wybuch gniewu możemy w porę powstrzymać. Chyba że jest on odczuwany zbyt często, zbyt silnie, za długo i nieadekwatnie do sytuacji, ma charakter toksyczny i działa destruktywnie – wówczas powinniśmy skorzystać z porady dobrego psychologa bądź psychiatry lub wziąć udział w specjalnie dedykowanym treningu radzenia sobie ze złością. Tego rodzaju złość stanowić może bowiem podłoże poważniejszych zaburzeń psychicznych, na rozwój których nie mamy bezpośredniego wpływu. Wykluczenie określonej przypadłości o charakterze organicznym, somatycznym bądź psychicznym, stawia nas w sytuacji, kiedy musimy jakoś rozwiązać problem z naszą nadpobudliwością i bezsilnością.
A zatem, gdy zawodzą skomplikowane techniki relaksacyjne, ćwiczenia oddechowe, medytacja czy środki farmakologiczne, stosowane na co dzień, trzeba spróbować czegoś innego. Przede wszystkim powinniśmy skontaktować się z naszymi uczuciami. Być może – prowadzić nawet tzw. dziennik uczuć, w którym dzień po dniu opisujemy nasze uczucia i emocje oraz określamy to, co je wywołuje. Może być to nawet forma pamiętnika, którego nigdy nikt nie zobaczy, prócz nas, a może obraz namalowany w pasji i ukazujący kolorystykę naszych przeżyć, czy jakaś inna rzecz trwała, oddająca jak najlepiej, co czuliśmy w danym momencie. Jest rzeczą naprawdę zadziwiającą, jak wybitne dzieła wychodzą spod ręki nawet zwykłego śmiertelnika, gdy stają się efektem emocjonalnej burzy…
Oprócz technik należących do sfery arteterapii, dobrze jest poświęcić czas na intensywny wysiłek fizyczny (np. generalne sprzątnie) i sport – pomagają one bowiem pozbyć się negatywnego napięcia emocjonalnego i nabrać dystansu do sytuacji. W momentach, gdy czujemy, że ani jedno, ani drugie nam nie pomaga, warto w chwili napadu złości po prostu wyjść z domu, odbyć długi spacer, szybkim marszem przebyć dłuższy odcinek drogi, zadzwonić do przyjaciela, pójść po zakup jakiegoś drobiazgu, który poprawi humor. W każdym razie – złośćmy się bez okazywania agresji, obrażania czy ubliżania drugiemu człowiekowi. Tak, abyśmy później, żałując wypowiedzianych słów czy dokonanych pod jej wpływem czynów, nie popadali w drugą skrajność, jaką jest przesadna uległość i pobłażanie innym – jako efekt wynagradzania krzywd.
Pomocną rzeczą przy atakach złości mogą być także pewne sygnały ostrzegawcze, informujące nas, że coś jest nie tak. Zanim wpadniemy w furię, może warto na chwilę pobyć w samotności i zastanowić się, co mnie rani, dlaczego czuję się źle? Nazwanie przykrych uczuć, płynące ze zrozumienia sytuacji, w jakiej czuliśmy się niekomfortowo, przynosi zazwyczaj uczucie ogromnej ulgi, a napięcie powoli opada. Sprawą niezwykle ważną w takich chwilach jest to, abyśmy nie potępiali siebie za przeżywane negatywne uczucia, ponieważ one także informują nas często o czymś istotnym, np. istniejącym zakłamaniu, ludzkiej nieszczerości czy pogwałceniu naszych granic.
Wreszcie, zrozumienie mechanizmów złości pozwala też inaczej spojrzeć na złość innych, dostrzec, że najczęściej kryją się za nią zranione uczucia, zawód, strach, poczucie krzywdy, utrata bezpieczeństwa itd. Pamiętając, że nic nie uczy człowieka bardziej i nie rodzi takiej empatii, jak własne, najgłębsze doświadczenia (choćby i te negatywne), może lepiej będziemy radzić sobie z cudzą i własną agresją, a z czasem, być może, nauczymy się w porę się w nią nie angażować.